plener ślubny, wideofilmowanie, wesele film, kamerzysta na wesele

© 2013 by 4KStudio All Rights Reserved.

Strona 4kstudio.org oferująca profesjonalne wideofilmowanie wykorzystuje pliki cookies (niewielkie pliki tekstowe przechowywane przez przeglądarkę internetową na urządzeniu użytkownika) m.in. do analizy statystycznej ruchu, dopasowania wyglądu i treści strony do indywidualnych potrzeb użytkownika. Pozostawiając w ustawieniach przeglądarki włączoną obsługę plików cookies wyrażasz zgodę na ich użycie. Jeśli nie zgadzasz się na wykorzystanie plików cookies zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej znajdziesz w Polityce Prywatności.

  • www.4kstudio.org

Najlepsze miejsce na wesele na Śląsku

Aktualizacja: sty 3



Najlepsze miejsce na wesele na Śląsku

Laura i Grzegorz 10.05.2019

SZYB BOŃCZYK


Najlepsze Podziękowania dla Rodziców

Nasza przygoda z Laurą i Grzegorzem zaczęła się od przygotowania Podziękowań dla Rodziców w formie teledysku. Od jakiegoś czasu staramy się sugerować parom by formę karteczkową, która jest już nieco “oklepana” zastępować mówiąc własnymi słowami, tak jest po prostu bardziej osobiście i serdecznie. Laura i Grzegorz tworząc podziękowania dla rodziców postanowili połączyć oba warianty co okazało się strzałem w dziesiątkę! Sami zobaczcie.





Jak widzicie to bardzo otwarta i uśmiechnięta para. Zarówno w trakcie nagrywania jak i przy montażu filmu dla rodziców bawiliśmy się doskonale. Dlatego cieszyliśmy się, że będziemy tworzyć dla nich również film ślubny i teledysk ślubny. Podziękowania dla Rodziców to oczywiście genialna forma prezentu niespodzianki, który jednocześnie śmiało można również wpisać na listę “Atrakcje dla gości na weselu” nie mówiąc już o tym, że to fajna pamiątka na całe życie zarówno dla młodej pary jak i rzecz jasna rodziców.


Wszędzie Blisko!

Laura i Grzegorz mieszkają na tym samym osiedlu, ich bloki dzieli ogromny zielony skwer z wytyczonymi ścieżkami. Gdyby ta inwestycja powstawała dziś, zapewne nie odmówiono sobie dostawienia tutaj kilku bloków by sprzedać kilkaset dodatkowych mieszkań ale gołym okiem widać, że te bloki budowano w czasach gdy urbaniści mieli więcej swobody twórczej.

Biorąc pod uwagę fakt, że oba mieszkania są kilkaset metrów od siebie, a do Kościoła Michała Archanioła, w którym będzie ślub jest 1,5 kilometra, śmiało można powiedzieć, że to zlecenie to logistyczne marzenie. Dodam jeszcze, że Laura i Grzegorz wybrali Pakiet SIMPLE, w którym pracujemy przez 10 godzin a film ślubny trwa około 30 minut. Właśnie tej długości filmy ślubne lubimy najbardziej. Zaczynając o godzinie 11:30 możemy być przy wszystkich najważniejszych momentach i na maksa wykorzystać czas naszej pracy. Braknie go jedynie na oczepiny. Gdyby Parze Młodej bardzo na nich zależało, wystarczyłoby gdyby zapłacili nam 200 zł za dodatkową godzinę, co zdecydowanie bardziej by się opłacało niż wybór wyższego pakietu. Jednak Laura i Grzegorz, jak większość nowoczesnych par nie przywiązują aż takiej wagi do tej nieco przestarzałej tradycji weselnej i nie przedłużą naszej pracy tego dnia.





Zadbali natomiast o detale i dekoracje ślubne, stawiając na prostą elegancję. Wierzcie lub nie ale less is more sprawdza się również w przypadku ślubu. Patrząc z zewnątrz na nadgryzione nieco zębem czasu bloki zawsze mamy lekkie obawy. To ludzie tworzą kadry a nie miejsca i WSZĘDZIE da się wyciągnąć fajne ujęcia ale każdy w tej branży woli jasne, przestronne wnętrza, do których wielka płyta zazwyczaj stoi w twardej opozycji. Jednak mieszkanie rodziców Laury zaskakuje. Jest większe niż się spodziewałem, jaśniejsze niż się spodziewałem i bardzo gustownie urządzone. To duża sztuka na niewielkim metrażu. Do tego loggia została zabudowana oknami a ściany udekorowano bardzo eleganckim motywem cegły, który przepięknie współgra z wszechobecną w tym pomieszczeniu zieloną roślinnością. To miejsce jest stworzone na zdjęcia ślubne. Tego dnia cegła zdecydowanie jest motywem przewodnim. Kościół Michała Archanioła jest ceglany, Szyb Bończyk również.


Kamerzysta i fotograf z jednej firmy?

Na miejscu zastaję Paulinę i Kasię czyli Siostry Wosiak. Nie znaliśmy się wcześniej. W takich sytuacjach często czuję lekki dystans na początku ze strony fotografów. Nie dziwię się, zapewne różnie trafiały i mają jakieś nieprzyjemne doświadczenia za sobą. Widocznie trafił im się raz czy dwa jakiś typowy kamerzysta na wesele. Właśnie dlatego Pary Młode często wolą by fotograf i kamerzysta ślubny byli z jednej firmy. Wspólna marka jest obietnicą wzorowej współpracy. To jednak mit. Na palcach jednej ręki mogę policzyć firmy świadczące kompleksowe usługi, w których zarówno foto i video są na bardzo dobrym poziomie. Zazwyczaj jedna z tych usług jest na doczepkę. W efekcie klient dostaje świetne zdjęcia i taki sobie film albo na odwrót. Większość firm z TOPu nie zajmuje się jednym i drugim, tylko koncentruje na swojej działce. Sam wiele razy byłem pytany o to czemu nie rozszerzę oferty o zdjęcia ślubne? Przecież dodatkowe zlecenia, dodatkowe pieniądze, bardziej atrakcyjna oferta…


W teorii tak, w praktyce nie. W takim układzie zawsze ktoś będzie szefem a ktoś pracownikiem. Pracownik nigdy nie będzie tak zmotywowany jak osoba pracująca na swoją markę. Nawet gdybym znalazł kogoś na tyle utalentowanego i rzetelnego to dlaczego miałby pracować dla mnie za ułamek stawki, zamiast działać na własną rękę? Znam wiele firm od podszewki, dużą część tej branży znam osobiście, mówię jak jest. To co w Internecie wygląda na “zespół profesjonalistów pełnych pasji” w praktyce jest cwanym właścicielem i bandą praktykantów z rotacją na poziomie telemarketingu. Kiedyś gdy pojawiły się Canony 5D mark II z opcją filmowania wielu fotografów rzuciło się na filmowanie i większość pokornie wróciła do cykania zdjęć, to po prostu dwa różne światy. Wyjątkiem są małżeństwa czyli ona fotograf a on filmowiec lub na odwrót. Wówczas ten model jest sensowny, zrównoważony i opłacalny dla obu stron. Opiszę to dokładnie w osobnym poście, ale jeśli jakość jest dla Ciebie priorytetem, dwa razy zastanówcie się wybierając foto i video z jednej firmy.


Z Siostrami Wosiak szybko zaczynamy nadawać na tych samych falach i gdy tylko dostrzegają, że tego dnia nikt nie zamierza komplikować im życia wszystko idzie sprawnie. Kasia strasznie jara się kryształkami, które przyłożone do obiektywu tworzą osobliwe załamania światła. Ma ich naprawdę dużo, na zabawie daje mi spróbować. Faktycznie dyskotekowe światła zniekształcone kryształem potrafią dać ciekawy efekt. Kasia mówi, żebym zostawił sobie te kryształy bo ma ich dużo. Dziękuję :)


Dziewczyny są bardzo miłe i profesjonalne. Widać, że czerpią radość z robienia zdjęć i zwyczajnie cieszą się z tego, że mogą być na czyimś ślubie, być częścią tej historii. To jest chyba w tej pracy najważniejsze. Nie ma smutniejszego widoku niż człowiek, który dawno już stracił radość z tej pracy i przyszedł tylko wywiązać się z umowy i zarobić pieniądze co w kuluarach mniej lub bardziej dosłownie podkreśla na każdym kroku.


Laura jest chyba lekko zestresowana ale świetnie maskuje to szerokim, rozbrajającym uśmiechem. Grzegorz jest wyluzowany jak zawsze, widać że cieszy się dniem. Wchodząc do mieszkania przywita się skrupulatnie ze wszystkimi w wąskim przedpokoju, co rozbawi czekającą kilka metrów dalej Laurę. Gdy już ją zobaczy zaniemówi, a pokój wypełni ten rodzaj energii, który potrafi wytworzyć tylko prawdziwa miłość.


Tymi słowami ksiądz podbił moje serce!

Do kościoła jadą stylowym, zabytkowym cabrio, pojęcia nie mam jaka to marka, nie znam się. Grzegorz prowadzi, bo prawdziwa miłość nie potrzebuje kierowcy. Planując wydaje się, że tego dnia człowiek jest zestresowany i lepiej by ktoś Cię wiózł, jednak ten czas w samochodzie to jedyne momenty kiedy tak naprawdę jesteście sami i nikt na was nie patrzy. Brakowało mi tego gdy sam brałem ślub. Zamiast wymienić się wrażeniami z żoną i mieć chwilę tylko dla siebie, próbowaliśmy podtrzymać rozmowę z obcym człowiekiem, by uniknąć niezręcznej ciszy. O tym z jaką gracją Polacy potrafią komplikować sobie logistykę w dniu ślubu z radością napiszę w innym poście ale pamiętajcie najprostsze rozwiązania są najlepsze, im mniej ludzi angażujesz tym mniej masz zmartwień.


Kościół jest piękny sam w sobie. Przestronny, monumentalny i jasny. Zbudowany na planie krzyża. Wnętrze nie kipi przepychem ale ujmuje elegancją. Poświęcono go w 1893 roku, a więc jest rok starszy niż kinematografia. Mamy mnóstwo miejsca do pracy. Mamy też swobodę bo ksiądz okazuje się niezmiernie sympatycznym i uśmiechniętym człowiekiem. Laura i Grzegorz z nieskrywaną radością i wzruszeniem powtarzają słowa przysięgi a na koniec ksiądz słowami “Dajcie se dziubka” w uroczy sposób daje im przyzwolenie na filmowy pocałunek. Świątynia, aż pod sklepienie, wypełnia się gromkimi brawami. Przed kościołem goście witają nowożeńców okrzykami i strzelającymi tubami. Lubię ten moment. To symboliczne powitanie na nowej drodze życia przez rodzinę i bliskich. Przed swoim ślubem usłyszałem, że przed kościołem nie można strzelać tubami, bo jest zabytkowy. Widać ten nie był, choć powstał tylko 100 lat później.





Awaria samochodu ślubnego

Szyb Bończyk pełen jest ozdobnych detali. To miejsce samo w sobie jest przepiękne i stworzone by robić tutaj filmy ślubne. Historia Śląska i jego tożsamość spotyka się z nowoczesnym wystrojem pozostając we wzajemnym szacunku. Współczesne wesela coraz częściej odchodzą od pałacowego przesytu, zastępując gipsowe marmury i plastikowe kryształy surowym drewnem i cegłą. Trudno tego trendu nie kochać, jeszcze trudniej cierpliwie czekać na moment aż właściciele sal, zwłaszcza tych nowo powstałych, w pełni go zaakceptują. Niemniej jednak zawsze miło być w miejscu z duszą, które dostało drugie życie.


Czas oczekiwania na parę młodą się wydłuża. Myślałem, że stali w korkach, bo o ile do kościoła blisko to do Bończyka trzeba było przebić się przez centrum. W między czasie zaczął padać deszcz.


Gdy młodzi podjechali pod salę byli jakby poddenerwowani. Myślałem, że to przez pogodę, była zmienna tego dnia i trzymaliśmy kciuki by deszcz nie przyszedł zbyt szybko. Jednak później okazało się, że wcale nie chodziło o pogodę. Gdy zrzucając materiał przejrzałem kamerę GoPro, którą zamocowaliśmy we wnętrzu samochodu okazało się, że po drodze z kościoła auto miało awarię. W kilkadziesiąt sekund na brutalnie statycznym ujęciu ich twarze oddają wszystkie znane człowiekowi emocje. Śmiech, nerwy, płacz, radość. Ale trudno się dziwić, zabytkowe auto na środku 6 pasmowej, ruchliwej ulicy w centrum miasta nagle staje i zaczyna dymić z pod maski. W takim momencie! Gdy na sali wszyscy czekają!


Na szczęście właściciel auta cały czas pilotował Parę Młodą i był z nimi w kontakcie. Co prawda Grzegorz jest mechanikiem rajdowym ale usterka okazała się na tyle poważna, że auto musiało zostać zmienione na inne. Warto zawsze mieć pod ręką PLAN B.


Slow Wedding czyli przestań się spieszyć!

Wesele Laury i Grzegorza otwiera piękny pierwszy taniec, po którym goście ruszają na parkiet a my na polowanie. O piękne kadry nie trudno. Para Młoda postawiła na Slow Wedding. Panuje luźna i swobodna atmosfera, nikt się nigdzie nie spieszy, żaden scenariusz nie dyktuje tempa. Kto ma ochotę tańczy, kto ma ochotę rozmawia na zewnątrz lub przy stolikach. Część taneczna jest oddzielona od części jadalnej, muzyka nie przeszkadza w rozmowie, nikt na siłę nikogo nie wyciąga do tańca. Przy takim podziale często słyszę od ludzi z oprawy muzycznej “nie lubię jak parkiet jest osobno, wtedy ludzie nie wychodzą”. Zespół TheMoll nie ma takiego problemu. Grają tak, że nawet gdyby część jadalna była dwa przystanki autobusem stąd i tak ludzie przychodzili by tańczyć.


Bończyk to również wzorowa obsługa. Kompetentny menadżer to absolutna rzadkość w Polsce. Czy to stolica obecna czy dawna, czy prowincja, czy karczma czy hotel, naprawdę trudno spotkać osobę, która poradziłaby sobie z zarządzaniem salą na wysokim poziomie. W tym przypadku tak jest. Pani menadżer jest po prostu wszędzie i cały czas ma pełną kontrolę nad sytuacją, jednocześnie praktycznie nie rzucając się w oczy i naturalnie nie ingerując w przebieg przyjęcia. Przez przypadek spotykam ją przy tylnym wyjściu na ogród. Widzi smugę na szybie, po chwili wraca ze szmatką i płynem do szyb, smuga znika. Ujęło mnie to. 90% na jej miejscu by odpuściło lub nie zauważyło, 9% kazało to zrobić podwładnym i tylko 1% do którego bez wątpienia ta Pani należy zachowałby się tak profesjonalnie optymalizując prosty proces. Może to drobiazg ale to dbałość o drobiazgi pozwala utrzymać przeciętność za progiem. Czapki z głów.


Przy barze co chwila ustawia się kolejna grupa gości, każdy chce skosztować pysznej lemoniady lub zamówić drinka. Słońce powoli zachodzi za horyzont a Bończyk i jego otoczenie rozświetla się żółtym światłem żarówek oraz wirującym światłem scenicznym. Jest tak pięknie i klimatycznie, że nie możemy przestać robić ujęć. Nawet nie wiem kiedy robi się 23 i zaczyna pokaz Teledysku dla Rodziców. To wzruszająca i piękna chwila, będzie świetnym zakończeniem filmu. Lepszym niż zdejmowanie podwiązki zębami na kolanach i niezręczny taniec przypadkowo wylosowanych ludzi, nerwowo wodzących wzrokiem w wyczekiwaniu końca utworu i uwolnienia od tej niezręcznej roli. Nie wiem. Może się mylę.


Tak było u Laury i Grzegorza. Para Młoda chciała by te chwile zostały z nimi na lata, więc zdecydowała się na nowoczesny film ślubny. Siostry Wosiak zrobiły cudowne zdjęcia, ale posłuchasz na nich słów przysięgi, tego jak ksiądz mówi “dejcie se dziubka” i wielu innych. Myślę, że teledysk ślubny nie oddaje w pełni jak piękny i pełny emocji był to dzień. Dlatego postanowiłem pokazać Wam cały film śluby. Spokojnie nie musisz brać urlopu ani zarywać nocy by go zobaczyć, trwa tylko 29 minut. Za mało? To obejrzyj jeszcze raz!



18 wyświetlenia